Kochany Księże Jurku!

Nie muszę Ci przypominać jaka zbliża się rocznica. Doskonale o niej wiesz, gdyż z Twojej inicjatywy przed Panem Bogiem dokonało się to, dzięki czemu mogę teraz do Ciebie pisać.

Cztery lata temu na wykładzie z języka polskiego w Studium dla Cudzoziemców Uniwersytetu Łódzkiego, pani Grażyna powiedziała potomkom zesłańców ze Wschodu o Twoich urodzinach. Młodzieży z innej kultury, która dopiero uczyła się języka polskiego i większość nie wyznawała wiary katolickiej. Zapytała ich czy wiedzą jaki dzisiaj dzień. Kiedy nikt się nie odezwał sama powiedziała o Twoich urodzinach. Nic dziwnego, że nawet po wymienieniu Twojego nazwiska nikt nie kojarzył o kogo pani chodzi. Kobieta, która pamiętała te wydarzenia, bo była świadkiem, była na Twoim pogrzebie, miała łzy w oczach patrząc na nas. Wtedy to opowiedziała nam o Tobie.

Wiesz, że przechowuję ten jedyny zeszyt z kursu, w którym na pierwszej stronie na samym początku jest Twój krótki życiorys. Czytam – bestialsko zamordowany, święty, męczennik…

Tak zaczęła się moja z Tobą przygoda

Piszę Ci ten list właśnie z tej niezwykłej okazji rocznicy rozpoczęcia naszej przyjaźni. I tak się składa, że akurat są to Twoje urodziny. Przedziwna rzecz: zrobiłeś mi w swoje urodziny najlepszy prezent jaki mogłam dostać – Twoją Przyjaźń.

Pragnę Ci za to serdecznie podziękować. Nie wiem jakich słów użyć, by oddać to wszystko słowami. Jak wyrazić to co nie mieści się w sercu? Dziękuję Ci księże Jurku za to, że wybrałeś mnie na swoją przyjaciółkę! To jest tajemnica, której pojmę dopiero wtedy, gdy z Panem Jezusem przyjdziesz mnie zabrać tam, gdzie już nie trzeba będzie pisać Ci listów.

Nie potrafię pojąć dlaczego właśnie ze mną chciałeś się zaprzyjaźnić? Co takiego Cię zainteresowało we mnie zbuntowanej i pogubionej osobie? Pochodzimy z różnych światów i zabraknie mi palców, by wyliczyć jak bardzo się różnimy, a jednak jesteśmy tak złączeni. Osoba, która pochodzi z Kazachstanu i do dwudziestego roku życia nic o Tobie nie słyszała i do tego nigdy nie pracowała, znalazła siebie w Kapelanie Ludzi Pracy. Tyle w naszej przyjaźni paradoksów.

List do Przyjaciela: Kochany Księże Jurku!

 

Wiesz, że średni wiek moich… Nie przepraszam, naszych wspólnych znajomych to sześćdziesiąt lat? A ja mam dwadzieścia trzy… jak nas złączyłeś? Dlaczego akurat ja? Najlepsze jest to, że nie interesuje mnie żadne inne towarzystwo.

Dziękuję Ci za wszystko co wyprosiłeś dla mnie przez te cztery lata przyjaźni. Nigdy nie miałam takiego Przyjaciela jak Ty, naprawdę! Kiedy myślę o tym jak blisko zawsze jesteś i jak doskonałe mnie rozumiesz, to chce mi się płakać. Nie rozumiem tego, dlaczego tak jest. Jednak czy jest to takie istotne?

Dziękuję Ci, Księże Jurku!

Dziękuję Ci za ten rok, spędzony tu w Warszawie, który wyprosiłeś dla mnie. Dzięki Tobie mogłam być codziennie u Twojego grobu, rozmawiać z Tobą o tym co boli i tym co pociesza. Nawet nie musiałam Cię o nic prosić. Po prostu opowiadałam Ci wszystko co się działo w moim życiu, a Ty dokonywałeś u tronu Boga reszty. Wiedziałeś czego potrzebuję i co jest istotne dla mnie i mojego serca.

Widzę, że wszystko co dzieje się w moim życiu od tego dnia układa się w jeden piękny obraz. Nie wiem jeszcze jaki to styl artystyczny i jak został wykonany i bohaterów nie widać jeszcze. Jedno jest pewne – wybrałeś mnie do roli głównej.

Widzę, jak zapraszasz mnie bardzo głęboko w swój świat. Wszystko to zmierza do jednego celu. Mam tak wiele pytań odnośnie tego! Kiedy mi odpowiesz?

Musisz mieć do mnie cierpliwość – tyle gadam. Jak to wytrzymujesz? Przeze mnie nie masz w Niebie spokoju – ciągle musisz zjeżdżać, by pomóc, gdyż znów coś nabroiłam.

Księże Jerzy, chcę być blisko Ciebie! Pragnę Ci pomóc w misji, którą Bóg Ci zlecił. Nie krępuj się, znoś mi z góry Trochę swojej pracy!

Na koniec chciałam Ci powiedzieć czego najbardziej w życiu żałuję: tego, że nigdy nie mieliśmy szansy spotkać się za Twojego życia. Tak bardzo bym chciała mieć możliwość, by przenieść się w tamte chwile. Słuchać jak układasz kazania, wychodzić na spacer z psem, wyspowiadać się u Ciebie, po prostu posiedzieć przy Tobie i popatrzeć jak pracujesz, jak jesteś dla każdego.

Nie do wykonania, co?

Jedno zrozumiałam: mam więcej, niż odważyłabym się poprosić. Łączy nas coś więcej, niż motywacja nastolatki z nieżyjącym idolem. Połączył nas Pan Bóg. Dla Miłości i Przyjaźni w Bogu nie istnieją ani granice, ani czas, ani śmierć.

Wszystkiego dobrego z okazji urodzin!

Twoja Przyjaciółka,
Inna

O autorze

Inna Meshkorez

Inna Meshkorez

Urodziłam się 29 listopada 1993 roku w Kazachstanie w małej miejscowości Tajyńsza. Obecnie studiuję teologię ogólną na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim Jana Pawła II w Lublinie na IV roku. Moja rodzina pochodzi z polski - dziadkowie po stronie mamy byli deportowani w 1936 roku z terenów Ukrainy (Żytomierz) do Kazachstanu.