Nie mam żadnych wątpliwości, że przypadki nie istnieją. I że miejsca, które kiedyś odwiedziłem, później odegrają kluczową rolę w moim życiu. Teraz Ci o tym opowiem. Posłuchaj.

Na początku lat 90. przyjechałem wraz z tatą do Warszawy, na Żoliborz, do grobu ks. Jerzego Popiełuszki. Nawet do głowy mi nie przyszło, że w 2001 roku zamieszkam niedaleko kościoła św. Stanisława Kostki, później będę brał w nim ślub, chrzcił kolejne dzieci.

Przez pierwszych kilka lat mieszkania w stolicy, gdy byłem jeszcze studentem, nie potrafiłem jeszcze docenić bliskości Kapłana Męczennika.

Pamiętam do dziś wieczór 19 października 2004 roku. Wracałem z uczelni. Właśnie kończyła się uroczysta Msza św. z okazji 20. rocznicy śmierci ks. Jerzego, której przewodniczył ks. kard. Józef Glemp. Przed kościołem stał tłum ludzi, a Eucharystia sprawowana była z balkonu nad wejściem do świątyni. Wtedy jednak nie robiło to na mnie wrażenia. Ot, wspomnienie kolejnego ważnego epizodu z naszej historii.

Błogosławiony Jerzy Popiełuszko

Chyba wciąż czułem się w tym mieście jak turysta. Ktoś, kto jest tu na chwilę, kto nie zagłębia się w miejscowe życie. Odnotowuje pewne fakty, pokiwa głową, idzie dalej. Wiele się zmieniło, gdy zacząłem wrastać w dzielnicę. Po ślubie wiedziałem, że Żoliborz będzie moją nową, małą ojczyzną. Narodziny moich dzieci jeszcze bardziej związały mnie z tym miejscem.

I to właśnie dzieci pomogły skierować moją uwagę na postać ks. Popiełuszki. Widziały, że przy jego grobie pojawia się tyle ludzi, więc opowiadałem im wielokrotnie dzieje tego kapłana. I modliliśmy się za jego wstawiennictwem. W naturalny sposób wchodziliśmy z moją rodziną w orbitę oddziaływania Męczennika, jego duchowej obecności, związanej także z ludźmi, którzy go znali i nadal byli aktywni w parafii. Trudno było ich nie dostrzec, a niektórzy okazali się nawet moimi sąsiadami 🙂

Popiełuszko

Moja praca w radiu, a co za tym idzie fascynacja obróbką dźwięku oraz fakt, że wiele osób, które współpracowały z ks. Jerzym wciąż przecież żyje, doprowadziły mnie do realizacji projektu „Opowiedz mi o ks. Jerzym”.

Spotkania z przyjaciółmi i współpracownikami ks. Jerzego, słuchanie świadectw o nim, to był kolejny etap w poznawaniu go. Był mi coraz bliższy. Stawał się jak żywy człowiek. Ktoś, kto mógł przejść właśnie pod oknami mojego żoliborskiego mieszkania. Myślę, że to wytworzyło pewną więź z ks. Jerzym, ale też z historią, której trzeba pomóc przemówić do przyszłych pokoleń, a przynajmniej do moich dzieci i wnuków.

Czas jednak, żebym wreszcie konkretnie odpowiedział za co kocham ks. Jerzego. Mógłbym napisać, że swoim wstawiennictwem wspierał mnie w różnych zawodowych i życiowych zawirowaniach.

Na zdjęciu Marianna Popiełuszko w otoczeniu rodziny, prowadzona przez ks. Zygmunta Malackiego, proboszcza parafii św. Stanisława Kostki. Ks. Malacki zmarł w 2010 roku. Foto: Tomasz Gołąb/Gość Niedzielny

Przede wszystkim jednak przychodził z pomocą w najczarniejszych momentach mojego grzesznego życia. Gdy „nie widziałem” Boga, gdy miałem wrażenie, że otacza mnie już tylko ciemność. Gdy się odwracałem od Boga, od moich bliźnich. Gdy miałem wrażenie, że żyję w jakimś bezsensie. Wtedy jedyne co potrafiłem, to mówić w myślach przed snem: „Błogosławiony księże Jerzy wstawiaj się za mną”. Albo: „Księże Jerzy ratuj!”. Nie było gromu z nieba, ani cudownych zdarzeń, ale po jakimś czasie odżywałem. Coś się zmieniało i w końcu przychodził moment, że zamiast klęczeć na modlitwie w poczuciu bezsilności, klęczałem w konfesjonale, a potem przed Najświętszym Sakramentem. I panował pokój.

Wierzę, że bł. ks. Jerzy Popiełuszko tak właśnie działa, że prowadzi do Boga. Mam takie poczucie, że jest dla mnie stalową liną, która łączy mnie z Jezusem, gdy dzieje się źle i kimś, kto dzieli moje radości i zanosi Stwórcy moją wdzięczność. Poznaj ks. Jerzego. Wsłuchaj się w to co mówi w kazaniach i co mówią o nim inni. Naprawdę Warto! To super-bohater XXI wieku.