Musiałam tam być! Dlatego bilety i nocleg załatwiłam kilka miesięcy wcześniej, jak tylko znana była data uroczystości w Suchowoli i Okopach. Nigdy tam nie byłam. Tylko na Żoliborzu. Wiele razy. Przy grobie Księdza Jerzego. Tak, jak teraz. Jestem tu od piątku 8. września, żeby mieć bliżej do Niego.

Sobotni poranek. Moją pielgrzymkę do domu Księdza Jerzego zaczynam od Jego grobu. Mam przy sobie relikwie II stopnia. Zawsze je noszę ze sobą. To moje błogosławieństwo od Niego.

Jadę tam, w Jego rodzinne strony. Pierwszy raz. Wzruszenie… Chyba nie nadążę z chusteczkami…

Dzień pierwszy

W Suchowoli od razu wpadam w środek uroczystości. Jestem trochę spóźniona. Ale to nie z mojej winy. Pełna pompa dookoła. Politycy, dziennikarze, policja, zwykli ludzie. I rodzina Księdza Jerzego. Łzy mi płyną, gdy przemawiają. Zresztą nie tylko mi. Potem koncert Orkiestry Morskiego Oddziału Straży Granicznej. Chyba na rozluźnienie.

Idę do kościoła w Suchowoli. Chodzę po Jego śladach. Tu był ochrzczony, tu służył jako ministrant i przyjął pierwszą Komunię Świętą. Tu był bierzmowany. A przez lata nauki w szkole codziennie się tu modlił. Czuję tu ducha Księdza Jerzego. Klękam przy Jego obrazie i relikwiach na lewo od ołtarza i dziękuję, że dotarłam do tego miejsca. Proszę o dalszą opiekę i ruszam dalej świętować.

 

Cudowna rocznica. 70 urodziny Księdza Jerzego w Suchowoli i Okopach [REPORTAŻ]

Od lewej: Ja, Judith Kelly i Grzegorz Szczecina

Koncert jeszcze trwa, więc spokojnie oglądam jedną z wystaw fotograficznych poświęconych Księdzu Jerzemu. Znajduję kilka zdjęć, których wcześniej nie widziałam! Nagle podchodzi do mnie jakaś kobieta i mówi przy zdjęciu z pogrzebu: „O, Marek!”. Okazuje się krewną żony brata Księdza Jerzego, nie wiem którego, bo nie załapuję. Mówi mi, “że znała Księdza Jerzego i kiedy ostatnio go widziała to miał jej powiedzieć, że i tak umrze, dlatego woli się poświęcić ważnej sprawie ojczyzny”. Coś w tym duchu.

Wchodzę do miejscowego liceum. Tu kolejna wystawa mało znanych zdjęć. Zaraz mi padnie komórka, bo fotografuję jak oszalała. Spotykam wielu znajomych. Zamieniam kilka słów z rodziną Księdza Jerzego, panem Józefem i jego żoną Alfredą – wspaniali ludzie. Wielu innych też wspaniałych: Katarzyna Łaniewska, Teresa Boguszewska poetka, Karol Szadurski (którego widziałam na żywo po raz pierwszy), nasz ukochany pan Jan, szef Służby Porządkowej, Ewa Czaczkowska, autorka biografii Księdza… Znowu wzruszenie. Po raz pierwszy jestem na spotkaniu wielu przyjaciół i znajomych Księdza Jerzego i słucham ich wspomnień. Nie mogłam powstrzymać łez.

Potem poczęstunek, znowu robię zdjęcia (naładowałam telefon) i poznaję pana Tomasza Kowacza z żoną Kelli. Wspaniali ludzie, przyjechali z USA specjalnie na urodziny Księdza Jerzego. Pan Tomasz był studentem medycyny kiedy poznał Księdza Jerzego i spędził przy nim wiele lat. Serdecznie dziękuję panie Tomaszu za to spotkanie!

A na koniec dnia to najważniejsze spotkanie: Msza święta. Kościół wypełniony ludźmi, jedenastu celebransów, wiele pocztów sztandarowych. Oczami wyobraźni widzę małego Jurka, a właściwie jeszcze wtedy Alka, jak służy do Mszy.

 

Cudowna rocznica. 70 urodziny Księdza Jerzego w Suchowoli i Okopach [REPORTAŻ]

Przed domem Księdza Jerzego w Okopach. Stoję pomiędzy Państwem Alfredą i Józefem Popiełuszko

Dzień się właśnie kończył, już odczuwałam wieczorny chłód, a moje przygody dopiero się zaczynały. Z Suchowoli, w której odbywała się pierwsza część urodzin Księdza Jerzego, musiałam trafić do mojego noclegu we wsi Głęboczyzny. Właścicielka zapewniała mnie, że to niedaleko i szybko tam dotrę. Uruchamiam więc GPS w komórce i ruszam pieszo.

Idę i idę… jednak to wcale nie tak blisko do tej wsi… I jeszcze GPS mi się zawiesił. A tymczasem zrobiło się ciemno. Ludzi dookoła nie ma, tylko drzewa i pola. Chyba wilków też nie ma? Teraz rozumiem co mógł czuć Ksiądz Jerzy, gdy jako mały chłopiec chodził rano zimą do kościoła. Wtedy też było ciemno. Nie zauważam zakrętu drogi, od którego miało być już tylko 1,5 km do celu… “Dojdę prędzej do granicy z Białorusią” – myślę sobie. Nagle zareagował GPS, wskazując mi, że jestem godzinę drogi dalej od miejsca gdzie miałam skręcić… “Nie ma rady, trzeba wracać do Suchowoli” – myślę sobie. Na szczęście powrót zajmuje mi niewiele czasu. Na pewno mniej niż gdybym dalej po nocy szukała drogi na Głęboczyznę. Nawet z GPSem.

W kościele w Suchowoli trwała akurat całonocna adoracja Najświętszego Sakramentu i były wystawione relikwie Księdza Jerzego. I kolejny raz zadawałam sobie pytanie przed Jezusem i Jurkiem, tymi moimi mężczyznami-ratownikami mojego życia: “I po co to było? Po co mnie przyprowadziliście tu do świątyni w Suchowoli?” Nie wytrzymałam całej, więc udałam się do Pensjonatu Poniatowskiego, z nadzieją na wolne noclegi. I tam w pensjonacie przyszła odpowiedź. Po pierwsze: spotykam Judith Kelly – Amerykankę, autorkę anglojęzycznej książki o podróżach Księdza Jurka po USA i Kanadzie. Po drugie: jestem gościem… na 70. urodzinach Księdza Jerzego w Jego rodzinnym gronie! Cud, prawda? Za ten cud, dziękuję Panu Markowi Popiełuszko – jak stwierdziłyśmy z Judith – “The best of human”! ☺

Idę spać szczęśliwa.

Dzień drugi

Wstaję jeszcze szczęśliwsza, bo dziś ruszam do Okopów na drugi dzień uroczystości. Ale nie mam zamiaru iść piechotą, by znowu się zgubić. Rozkład jazdy sprawdzam na telefonie: “Aha, o 9:10 będzie autobus, kolejny dopiero 0 13:25”. Trafiam na przystanek w okolicach kościoła. Siedzę i czekam. Czekam. Zaraz padnie mi bateria w komórce, bo rano wrzucałam na Facebooka fotki z wczorajszego dnia. Czekam i siedzę. I co się okazuje? Internet “nie wiedział”, że rozkład jazdy w niedzielę nie działa. To znaczy, że nic nie przyjedzie! A do Okopów trzeba jakoś dotrzeć. „Dobra, Jurek, idziemy pieszo. Wiesz gdzie iść, prawda?” GPS już nie włączam, bo zostało mi kilka procent baterii.

 

Cudowna rocznica. 70 urodziny Księdza Jerzego w Suchowoli i Okopach [REPORTAŻ]

Z Radosławem Pazurą

Idę do pomnika Księdza Jerzego i nagle podchodzi do mnie pewne małżeństwo. Pytają: „Proszę pani, jak dojechać do Okopów?” Ja tłumaczę im, że autobus, który stąd odjeżdża dziś nie jeździ, że więcej nie wiem i też chcę do Okopów. A oni na to: „My panią zabierzemy, bo jesteśmy samochodem, tylko zapytamy w kościele o drogę, niech Pani tu na nas zaczeka.” Szczęka mi opadła, stałam przy tym pomniku czekając na nich i patrząc na Jurka, ze łzami w oczach! Po raz kolejny mówię: „Mój wybawicielu!”.

Wreszcie jesteśmy na miejscu. Okopy. Jego dom. Tu się urodził, mieszkał, to wszystko się zaczęło. Do rozpoczęcia tutejszych uroczystości pozostały dwie, trzy godziny. Ale już jest rodzina, i pan Marcin Styczeń ćwiczy piosenki. Spaceruję, zagaduję znajomych, by nie marnować czasu. Przy okazji ładuję baterię w telefonie, na scenie (!). W tym czasie zwiedzam dom Księdza Jerzego. Największe wrażenie wywołuje na mnie sutanna, którą Ksiądz Jerzy dał mamie na przechowanie i która już tam została. Znowu płaczę…

Do widzenia Księże Jerzy

Nie uczestniczę we wszystkich punktach programu, bo się nie rozdwoję. Dlatego omija mnie pierwszy z nich: złożenie wieńców na grobie rodziców Księdza Jerzego. Na reszcie już jestem. Listy od polityków, Msza święta, koncert. Gdy śpiewa Marcin Styczeń, ludzie przy okazji stoją w kolejce do poczęstunku. Ja razem z nimi. Spotykam przy tym wielu znajomych. Jak się okazuje, autokar z Żoliborza, mojej bazy wypadowej, ma wolne miejsca i może mnie zabrać z powrotem. Mam bilet z Białegostoku do Warszawy, ale jak pomyślę, że muszę jakoś dotrzeć do Suchowoli, to… stwierdzam, że chętnie się zabiorę. Znowu Ksiądz Jurek mi pomógł. I chyba pogodę załatwił, bo cały miniony tydzień padał deszcz, a podczas obchodów ani kropla nie spadła! Na próżno wzięłam parasolkę :-).

Cudowna rocznica. 70 urodziny Księdza Jerzego w Suchowoli i Okopach [REPORTAŻ]

Ja i Marek Popiełuszko, bratanek Księdza Jerzego

Autobus jeszcze czeka na innych. Uroczystości powoli się kończą, a ja jeszcze raz zwiedzam dom Księdza Jerzego. Robię zdjęcia. Dużo zdjęć. W tym z Radosławem Pazurą (wspaniały ☺ ). Żegnam się i już jadę do Warszawy.

Autokar huczy od wrażeń uczestników uroczystości. Jakaś pani obok mówi do mnie: „Obserwowałam panią, kiedy pani stała przy scenie i trzymała transparent z księdzem Jerzym. Wtedy pan obok, który trzymał drugi, też z księdzem, pochylił go nad panią, robiąc jakby znak krzyża. I zobaczyłam, poczułam to tak, jakby ksiądz Jerzy pani pobłogosławił. Kiedy myślałam, że muszę to pani powiedzieć, to słyszałam też głos, który przekonywał, bym tego nie mówiła, bo co pani pomyśli o mnie? Po co to pani wiedzieć?”

Chcę wiedzieć.

Weekend pełen cudów! Odbieram te wydarzenia jako opatrznościowe, jako powołanie, misję, którą kocham. Dziękuję wszystkim, z kim miałam przyjemność spędzać ten czas w Suchowoli i Okopach. Szczególne podziękowania kieruję dla Pana Marka, Pani Alfredy i Pana Józefa Popiełuszków. Kocham Was!
Szczęść Boże!

Cudowna rocznica. 70 urodziny Księdza Jerzego w Suchowoli i Okopach [REPORTAŻ]

Mural w Suchowoli

Zdjęcia: Inna Meshkorez i Grzegorz Szczecina

O autorze

Inna Meshkorez

Inna Meshkorez

Urodziłam się 29 listopada 1993 roku w Kazachstanie w małej miejscowości Tajyńsza. Obecnie studiuję teologię ogólną na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim Jana Pawła II w Lublinie na IV roku. Moja rodzina pochodzi z polski - dziadkowie po stronie mamy byli deportowani w 1936 roku z terenów Ukrainy (Żytomierz) do Kazachstanu.